3 Powody Dla Których Nie Warto Robić Postanowień Noworocznych

Jeszcze kilka lat temu byłem wielkim zwolennikiem postanowień noworocznych.

Uważałem, że postanowienia noworoczne mają większą “moc”. Wierzyłem, że warto raz do roku podjąć silne postanowienie i dać sobie szansę na nowy początek.

Nowy początek – zupełnie jak na początku studiów. Podczas immatrykulacji (tak się nazywa uroczystość przywitania pierwszaków) nikt Cię jeszcze nie zna. Możesz więc pokazać się z jak najlepszej strony i zacząć wszystko od nowa. Ludzie lubią wierzyć w to, że kiedy zapomni się o niepowodzeniach z przeszłości, naprawdę uwierzy i zacznie od nowa, to wszystko się uda.

W przypadku postanowień noworocznych jest tak samo jak na początku studiów. Po kilku tygodniach na studiach już wiesz jacy ludzie są naprawdę. Wiesz kto obgaduje innych, kto jest klasowym prymusem, a kto sępem na notatki. Wiesz kto jest naprawdę fajną osobą, a kto tylko ściemnia żeby się przypodobać. Każdy po chwili wie na kim warto polegać, a komu za nic nie wierzyć. Pomimo pierwszych podchodów i “nowego startu” prawda i tak wychodzi na jaw.

Podobnie było z nami. Po chwili ekscytacji “nowością” wracamy na swoje stare tory działania. Jeśli w szkole średniej nie uczyliśmy się najlepiej, to znów zaczynamy trochę olewać naukę i nie chodzimy na wykłady. Jeśli do tej pory byliśmy bardzo towarzyscy, to ponownie pokazujemy się na każdej imprezie. Jeśli przed studiami ludzie nas bardziej irytowali, to ściągamy w końcu z twarzy ten sztuczny uśmiech i zaczynamy po staremu być bardziej bezpośredni. Jeśli z kolei lubiliśmy się wcześniej uczyć, to prawdopodobnie przestajemy uczęszczać na imprezy i zasiadamy znów do książek. Po prostu przestajemy się kontrolować i znów jesteśmy “sobą”, a do głosu dochodzą nasze stare nawyki.

Dokładnie tak samo przedstawiają się wielkie postanowienia noworoczne. Przez chwilę jesteśmy naprawdę podekscytowani i przekonani, że tego roku dotrzymamy naszych postanowień… A po kilku dniach znów wychodzą na światło dzienne… nasze stare, dobre nawyki.

Nie robię postanowień noworocznych z trzech powodów:

  1. Po co czekać do nowego roku z moim postanowieniem?! Jeśli w czerwcu zadecyduję, że zmieniam dietę, albo więcej ćwiczę, albo zaczynam więcej podróżować, to po co z tym czekać? Wiele razy słyszałem od ludzi, już na początku grudnia, że oni już wiedzą, co chcą zmienić od nowego roku… Świetnie, więc jeśli już wiesz, to po co czekasz?! Gdyby zmienili to już na początku grudnia, to mieliby 31 dni doświadczenia więcej. Wtedy być może czas potrzebny na wyrobienie nowego nawyku już by minął i w nowy rok mieliby gotowy nawyk!

  2. Stare nawyki zadbają o to, żebyś bez odpowiednich narzędzi i odpowiedniego planu wrócił na dawny tor działania. Nawyki wygrywają swoją wytrwałością, a nie siłą. Podejście na “hurra” naprawdę rzadko się sprawdza. Sam jestem osobą, która uwielbia wyzwania i zawsze rzucam się głową do przodu, ale doskonale też wiem kiedy to podejście w ogóle się nie sprawdza – a nie sprawdza się przy wprowadzaniu trwałych zmian.

  3. Nie lubię wolnego rozwoju. Praca nad zmianą swoich przyzwyczajeń to proces ciągły, który musi trwać 24h/dobę, 7dni w tygodniu. Musisz obserwować i korygować. Obserwować i korygować. Obserwować i… tak, korygować.

Czasami niektóre wskazówki albo nagrody nie są odpowiednio zidentyfikowane i potrzeba czasu żeby zoptymalizować proces kreowania nawyku. Przekonałem się o tym osobiście podczas wyrabiania nawyku odpowiedniej postawy. Jakiś czas temu zauważyłem, że zdarza mi się garbić. Postanowiłem więc, że zmiana mojej postawy będzie jednym z moich kluczowych nawyków, więc się na niej skupiłem. Chciałem ustawić sobie odpowiednią wskazówkę żeby cały czas coś mi przypominało o odpowiedniej postawie.

I tutaj zaczęły się schody…

Postanowiłem, że dobrym impulsem będą momenty w których: wstaję, siadam, kładę się, zaczynam iść lub zatrzymuję się. Te wszystkie zmiany pozycji mojego ciała były kluczowymi momentami. Zauważyłem, że jeśli siądę w odpowiedniej pozycji, to bez problemu jestem w stanie utrzymać ją przez dłuższy czas. Jeśli zaczynam iść prawidłowo: z odpowiednią długością kroku, wysokością głowy, nachyleniem tułowia, szerokością rozstawu stóp, to idę tak naprawdę długo. Podobnie jest jeśli położę się w odpowiedniej pozycji – mogę tak leżeć i leżeć. Więc rozsądne było żeby impulsem do przyjęcia odpowiedniej postawy było właśnie te 5 czynności.

W praktyce jednak okazało się to prawie niemożliwe. O ile udawało mi się pamiętać o tym przez pierwsze kilka dni, to później po prostu zapominałem. Dlatego zmieniłem impuls. Zacząłem używać aplikacji Google Keep, żeby co 30min przypominała mi o tym, że mam się prostować. Okazało się jednak, że aplikacja ta, nie ma przypomnień co 30min, tylko co 1h(o zgrozo!), więc musiałem ustawiać 2 przypomnienia, które i tak nie działały jak powinny. Nie wyświetlały się regularnie, ale w momencie kiedy kliknąłem “drzemkę”. Musiałem ingerować żeby działały prawidłowo, więc te przypomnienia nie spełniały swojej roli.

W dalszych próbach znalazłem oczywiście dobre rozwiązanie, ale tym przykładem chcę pokazać Ci, że dojście do wyodrębnienia samego impulsu, który jest szalenie istotny w wyrabianiu nawyków, może zająć trochę czasu. W tym przypadku szukałem 14 dni zanim znalazłem optymalne rozwiązanie.

Na wyciągnięcie wniosków potrzeba praktyki i czasu. Dlatego wyrabianie nawyków musi być procesem ciągłym, a nie okazjonalnym, tak jak w przypadku postanowień raz na rok.

A jak to jest z Waszymi postanowieniami noworocznymi?